 |
Artyści Piwnicy pod Baranami
W czerni i sepii
Rozmowa z fotografem Arkiem
Sędkiem
- Kiedy zaczęła się Twoja przygoda z
fotografią?
- Jeszcze w szkole podstawowej w rodzinnych
Kielcach. Pamiętam pierwsze nieudane zdjęcia robione Sieną. W liceum na
dobre złapałem bakcyla, zająłem się fotografią artystyczną. Robiłem gównie
pejzaże, oczywiście kieleckie. Kieleckiemu staremu miastu była też poświęcona
moja pierwsza wystawa.
- A jak trafiłeś do Włoch?
- Po prostu uciekłem z Kielc. Jak już uciekać,
to tam, gdzie cieplej. Zaczynało się od różnych rzeczy, nie od razu zająłem
się moją wymarzoną fotografią. Po drodze było też zmywanie garów. Przy
okazji nauczyłem się robić pizzę. Potem ukończyłem w Rzymie Instytut Fotografii
i chyba miałem sporo szczęścia, bo dyrektor tej Instytucji miał też szkolę
modelek i zaproponował mi pracę.
- Myślę że zdecydowało nie tyle szczęście
ile Twój talent. Nie wszystkim absolwentom proponowano pracę.
- Tak To była ciekawa przygoda. Po raz pierwszy
w fotografii zainteresowałem się wówczas człowiekiem. Wystawa, która była
owocem tej pracy poświęcona modzie i modelkom, bajecznie kolorowa, powędrowała
do Mediolanu, trafiła też do Krakowa. Wtedy zaprzyjaźniłem się z Piwnicą
pod Baranami.
- Jak rodzą się pomysły na wystawy tematyczne?
- Bywa, ze wystawa poświęcona jest jednej
osobie. Jest to ktoś, kto mnie zafascynuje, albo po prostu nadchodzi zamówienie
w związku z, na przykład, promocją czyjejś płyty. Ale pierwsza tematyczna
wystawa poświęcona była Kielcom.
- A jeśli chodzi o otwartą właśnie wystawę
Piwnicy pod Baranami?
- To jest prawdziwa kopalnia tematów, tylu
artystów, tyle indywidualności. Sposób przedstawienia ich inaczej i choć
przecież już tylu fotografów to robiło, jest wyzwaniem.
- Co będzie przedmiotem następnej wystawy?
- Marzą mi się akty. Też temat wyeksploatowany
ale materiał już częściowo mam gotowy.
Maria ZIEMIANIN
"Gazeta Krakowska"
18 grudnia 2001 r.
|